LISTY Z TECZKI #7

Zapraszamy serdecznie do odsłuchania i lektury Listów z teczki Czesi

 

Drogi Przyjacielu,

 

są miejsca, do których wraca się nie tylko drogą przez pola, lecz także pamięcią. Wystarczy cień starego dębu, przydrożna kapliczka, kościelna wieża, parkowa ścieżka albo dawny trakt, przy którym zatrzymywali się wędrowcy. Tam właśnie rodzą się opowieści, półgłosem przekazywane dalej, ocalałe dzięki tym, którzy potrafili słuchać i zapamiętać.

 

„Wsi spokojna, wsi wesoła”, pisał Jan Kochanowski w Pieśni Panny XII z cyklu Pieśń świętojańska o Sobótce, ukazując wieś jako przestrzeń ładu, pracy, harmonii z naturą i cnoty. W takim obrazie pobrzmiewa echo Arkadii, mitycznej krainy szczęścia i spokoju, świata wolnego od trosk, tak często przywoływanego jako przeciwieństwo pośpiechu współczesności.

 

Ale każda Arkadia ma także swoje tajemnice. Wśród pól i łąk naszej mieściskiej małej ojczyzny, gdzie szum wiatru miesza się z pieśnią ptaków, prawda od dawna splata się z magią. Zapomniane przez świat, a przechowane w pamięci starszych mieszkańców lokalne legendy przenoszą nas w czasy, gdy dobro mierzyło się ze złem, krzywda domagała się sprawiedliwości, a niezwykłe znaki tłumaczyły los ludzi i miejsc.

 

Każda wieś ma swoje sekrety. Stary dąb na końcu drogi, zabytkowe kapliczki, kościoły, dawne budowle i ślady dawnych traktów są cichymi świadkami zdarzeń, których nie zapisano w urzędowych księgach, lecz które przetrwały w opowieści. W tym liście spróbuję ocalić od zapomnienia kilka legend związanych z wybranymi wsiami naszej gminy, może mniej znanych, lecz tym bardziej wartych przypomnienia. Ja je zapiszę, a Ty, być może, przekażesz je dalej.

 

Legenda o złym dziedzicu z Nieświastowic

 

W Nieświastowicach żył niegdyś dziedzic surowy i nieżyczliwy. Tak zazdrośnie strzegł swego majątku, że nie pozwalał ludziom zabrać z pola nawet tego, co pozostało po pracy i mogłoby przynieść ulgę najbiedniejszym. Po śmierci spotkała go kara: został przemieniony w zająca, który musi bezustannie biegać po polach, jakby wciąż pilnował ziemi, której za życia nie umiał dzielić z innymi.

 

Ten sam dziedzic nie pozwalał chłopom przechodzić pewnym gankiem w parku, choć skracał im on drogę. Z batem w ręku napadał na śmiałków, którzy odważyli się naruszyć jego zakaz. Dlatego po śmierci, już jako zając, miał codziennie przebiegać tę samą ścieżkę, i to w osobliwej, uciążliwej pozie: na tylnych łapkach, z przednimi złożonymi tak, jakby musiał pokornie służyć.

 

Legenda o karczmie w Rudzie Koźlance

 

W Rudzie Koźlance, na skrzyżowaniu dróg prowadzących z Wągrowca do Mieściska oraz z Rudy Koźlanki do Skoków, znajduje się dziś gospodarstwo rolne. Dawniej stał tam jednak gościniec. Miejsce było dogodne: przy ruchliwym rozstaju dróg, z rzeką Wełną płynącą nieopodal, z podmokłymi łąkami za wodą i lasem widniejącym dalej na horyzoncie.

 

Kupcy zatrzymywali się w tym gościńcu na nocleg, szukając odpoczynku po trudach podróży. Legenda głosi jednak, że nie wszyscy wyruszali stamtąd w dalszą drogę. O tych, którzy przekroczyli próg karczmy i już z niej nie wyjechali, mówiono długo, mówiono szeptem, z niepokojem i z przestrogą dla kolejnych wędrowców.

 

Historia o skarbie w Podlesiu Wysokim

 

Wielki las w pobliżu Podlesia dawał niegdyś schronienie licznym rabusiom, którzy byli postrachem całej okolicy. Pewnego wieczoru przybył do nich nieznajomy mężczyzna i zaproponował napad na bogatych kupców. Herszt rabusiów nie przyjął tej propozycji; co więcej, chciał odebrać przybyszowi życie. Wtedy jednak pozostali rabusie, od dawna niechętni swemu okrutnemu przywódcy, stanęli przeciwko niemu. W kłótni zabili herszta, a na jego miejsce wybrali przybysza, wierząc, że spryt i odwaga uczynią z niego dobrego wodza.

 

Pod jego ręką banda szybko urosła w siłę. Rabusie stali się bogaci i tak liczni, że odważali się napadać nawet na całe wioski. Kiedy ich wódz się zestarzał, zapragnął rozdzielić między towarzyszy skarby gromadzone przez lata i ukryte w tajemnej jaskini. Chciał także rozwiązać bandę, aby ostatnie lata życia spędzić spokojnie. Nie było to jednak łatwe, bo skarbów strzegł duch zabitego poprzedniego herszta, ukazujący się pod postacią sowy.

 

Aby dostać się do bogactw, trzeba było sowę zgładzić. Stary wódz nie chciał powierzyć tego zadania innym, więc sam stanął do walki z niezwykłym strażnikiem. Zabił sowę, wydobył skarby, a za ich sprawą wybudował sobie w lesie zamek. Pod lasem założył zaś wioskę i nazwał ją Podlesiem.

 

Nie przyniosło mu to jednak spokoju. Ponieważ źle traktował swoich podwładnych, został przez nich powieszony na szubienicy. Od tamtego dnia nikt nie mógł spać w jego zamku: każdej nocy, od godziny jedenastej do pierwszej po północy, rozlegał się tam przejmujący pisk sowy. Ksiądz wielokrotnie święcił zamek wodą święconą, lecz nocne odgłosy nie ustawały.

 

Aż pewnej nocy zamek nagle zniknął. Następnego dnia mieszkańcy ujrzeli, że pośrodku wioski wyrósł okazały dąb. Jak głosi podanie, stoi on tam do dnia dzisiejszego, milczący znak dawnej winy, kary i tajemnicy ukrytych skarbów.

 

Legenda o Popowie Kościelnym

 

Popowo Kościelne niesie w sobie opowieść, w której legenda spotyka się z historią. Kościół parafialny mieli tu założyć i uposażyć królowie już w XI lub XII wieku. Według przekazów mogła istnieć tu pierwotnie cerkiew, a później, być może w XIII wieku, przybyło w te strony rycerstwo.

 

Świątynia jest zabytkiem i przechowuje cenne ślady dawnych rodów. Znajdują się w niej portrety trumienne na blasze z kartuszami herbowymi, między innymi portret Stanisława Zagórskiego, dawnego właściciela Popowa Kościelnego i burgrabiego nakielskiego,
z herbami Grzymała, Ogończyk, Korab i Abdank.

 

Nieopodal, w małym lasku, wznosi się wzgórze. Miejscowa legenda głosi, że właśnie stamtąd prowadzi podziemne przejście do kościoła. Jaki był jego cel, kto nim przechodził i w jakich czasach – tego nie wyjaśniono. Pozostało domysłem mieszkańców, a zarazem tajemnicą, która wciąż pobudza wyobraźnię.

 

Na tym zakończmy dzisiejszą wędrówkę śladami mieściskich legend. Niech jeszcze przez chwilę zostanie z nami echo sowy z Podlesia, cień zająca przebiegającego parkową ścieżką w Nieświastowicach, niepokój dawnej karczmy w Rudzie Koźlance i tajemnica podziemnego przejścia w Popowie Kościelnym.

 

Pozostańmy jednak w kręgu tych opowieści, bo nie wszystko zostało jeszcze dopowiedziane. Przed nami kolejny list, kolejna legenda i zarazem domknięcie tego wątku. Niech więc ciekawość prowadzi nas dalej, ku następnym wsiom, następnym śladom i następnym głosom pamięci, które czekają, by raz jeszcze zostać wysłuchane.

 

 

Komentarze

Warning: Undefined variable $aria_req in /usr/home/betterandmore/domains/bibliotekamiescisko.pl/public_html/wp-content/themes/codium/comments.php on line 36

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *