LISTY Z TECZKI #4

Zapraszamy serdecznie do odsłuchania i lektury Listów z teczki Czesi

 

Drogi Przyjacielu,

 

W poprzednim liście weszliśmy razem w świat opowieści, w którym kamień, burza i ludzka pamięć splatają się w jedną historię. Dziś chciałabym pójść krok dalej. Bo legenda żyje naprawdę dopiero wtedy, gdy zostawia po sobie ślady nie tylko w wyobraźni, ale także w dokumentach, w miejscach kultu i w pamięci wspólnoty.

 

Spróbujmy więc przyjrzeć się temu uważniej. Zatrzymajmy się na chwilę w Budziejewku — nie tylko przy samym kamieniu świętego Wojciecha, lecz także przy dawnej kaplicy i przy ludziach, którzy przez kolejne pokolenia nie pozwolili tej opowieści zgasnąć.

 

Świadectwo starej kaplicy

 

Kontynuując naszą opowieść, warto zwrócić uwagę na świadectwa, które pokazują, że legenda o świętym Wojciechu żyła w świadomości mieszkańców znacznie wcześniej, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie była jedynie ulotnym podaniem powtarzanym przy domowym stole.

 

Miała swoje miejsce w religijnym życiu okolicy i w materialnej historii Budziejewka.

 

Potwierdzają to zapiski księdza Jana Baptysty Framskiego z Popowa. Przed rokiem 1858 zanotował on ważne wydarzenia z życia parafii

 

„Wypada nadmienić, że w tym roku rozebraliśmy stary kościół na polu budziejewskim, a zaczęliśmy zbierać składki na nowy. Jeszcze w tym samym roku budynek został doprowadzony pod dach”.

 

Z tych słów wyłania się obraz miejsca, które już wcześniej było otoczone troską i szacunkiem. Obecną świątynię poprzedzała tam drewniana kaplica, a budową nowego kościoła kierował mistrz murarski z Wągrowca, Tauchert, wspierany przez miejscową społeczność. To ważny szczegół, bo pokazuje, że pamięć o tym miejscu nie była czymś biernym. Ona domagała się trwania.

 

Kult, który nie zgasł

 

O tym, jak silny był w Budziejewku kult świętego Wojciecha, świadczy nie tylko wezwanie samej świątyni. Zachowane relacje z pierwszej połowy XIX wieku mówią o staraniach, by utrzymać kaplicę w stanie pozwalającym na odprawianie nabożeństw. Msze święte odbywały się tam dwa razy w roku: 23 kwietnia, we wspomnienie świętego Wojciecha, oraz prawdopodobnie 20 października, kiedy w Kościele polskim obchodzono pamiątkę przeniesienia jego relikwii.

 

To nie wydaje się przypadkiem. Skoro Najświętszy Sakrament wystawiano właśnie w dniach tak ściśle związanych z postacią świętego, można przypuszczać, że drewniana kaplica była wotum ku jego czci. A skoro tak, to bardzo możliwe, że u jej początków stała legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie — opowieść o głazie, który do dziś znajduje się w pobliżu.

 

Lubię takie momenty w historii. Chwilę, kiedy opowieść i rzeczywistość przestają biec osobno. Kiedy legenda nie jest już tylko słowem, lecz zaczyna wpływać na decyzje ludzi, na kształt miejsca, na to, co budują, co zachowują i czemu nadają sens.

 

Fundatorzy, pamięć i droga świętego

 

Choć drewniana kaplica nie pojawia się jeszcze w szesnastowiecznych księgach uposażeń kościelnych, późniejsze zapiski pozwalają lepiej zrozumieć jej pochodzenie. Wiadomo, że świątynię ufundowali i utrzymywali dziedzice z Podlesia. Inicjatywę jej budowy w XVIII wieku podjęła rodzina Rydzyńskich.

 

Tak historia pisana spotyka się tu z historią opowiadaną.

 

Legenda głosi bowiem, że święty Wojciech, ruszając dalej w swoją drogę, zatrzymał się nad brzegiem płynącej nieopodal Wełny. Tam miał zanurzyć w wodzie zmęczone stopy, jakby na chwilę chciał oddać rzece trud swojej wędrówki. Miejscowi opowiadali później, że właśnie w pobliżu tego miejsca stanął młyn zwany Rudą.

 

Czy tak było naprawdę? Tego nie rozstrzygniemy. Ale przecież nie o to tu chodzi. Ważniejsze jest to, że mieszkańcy przez długi czas patrzyli na ten krajobraz nie jak na zwykłą przestrzeń, lecz jak na ziemię dotkniętą czyjąś obecnością. A to bardzo wiele mówi o ich wyobraźni, wrażliwości i sposobie przeżywania miejsca.

 

Trzej bracia i zakola rzeki.

 

Jest jeszcze jedna opowieść, którą chciałabym Ci dzisiaj przywołać. Z pewnością znasz legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Ale nasza okolica ma także własne, lokalne podanie, które z tamtą wielką historią splata losy pobliskich miejscowości.

 

Mówi ono, że kiedy trzej bracia po długiej rozłące spotkali się ze swoimi ukochanymi, a potem znów ruszyli w drogę, każdy z nich obrał własny kierunek. Lech miał powędrować na północny zachód. Po długim marszu jego wybranka, znużona i osłabiona, poprosiła:

 

„Pomiłuj mnie w tym miejscu”.

 

I tak — jak głosi podanie — powstały Miłosławice.

 

Potem ruszyli dalej. Po pewnym czasie towarzyszka Lecha miała powiedzieć:

 

„Uściskaj mnie tutaj”.

 

Na pamiątkę tych słów nazwano kolejne miejsce Mieściskiem.

 

A kiedy wędrowali jeszcze dalej, sam Lech miał zwrócić się do swej miłej słowami:

 

„Tu daj mi buzi”.

 

I stąd, według opowieści, wzięła się nazwa osady Tumidaj.

 

Jest w tej historii coś ujmującego. Wielka opowieść o początkach zostaje nagle sprowadzona do czułości, zmęczenia, bliskości i ludzkiego słowa. A do tego miejscowi dodają jeszcze jeden szczegół: trzej wędrowcy nie szli drogą prostą, lecz zakolami — tak jak do dziś wije się Mała Wełna. I od razu czujemy, że ta legenda nie mogła narodzić się gdziekolwiek. Ona wyrosła właśnie tutaj, z tutejszego krajobrazu.

 

To, co zostało do czytania

 

Mam nadzieję, mój Przyjacielu, że te historie Cię zatrzymały choć na chwilę. Bo legenda nie jest tylko opowieścią o tym, co minione. Jest także sposobem czytania świata. Zresztą samo słowo „legenda” wywodzi się z łacińskiego legere — „czytać”. To coś, co zostało zapisane lub opowiedziane po to, by mogło być czytane, powtarzane i zapamiętywane.

 

I może właśnie dlatego tak bardzo warto do nich wracać. W legendach dawne pokolenia zostawiły nam nie tylko fantazję, ale także swój sposób patrzenia na świat. Uczyły się przez nie rozpoznawać miejsca święte, miejsca ważne, miejsca własne.

 

Zachowaj więc te opowieści w sobie. Nie po to, by rozstrzygać, ile w nich historycznej prawdy, lecz po to, by lepiej usłyszeć, jak mówi do nas Ziemia Mieściska — czasem przez dokument, czasem przez kaplicę, a czasem przez szept przekazywany z ust do ust.

 

W następnym liście znów spróbuję odsłonić przed Tobą fragment tej pamięci. Bo im dłużej wsłuchujemy się w tę ziemię, tym wyraźniej widzimy, że jej historia nie kończy się na faktach. Ona trwa także w opowieści.

 

Posłuchaj:

 

 

Komentarze

Warning: Undefined variable $aria_req in /usr/home/betterandmore/domains/bibliotekamiescisko.pl/public_html/wp-content/themes/codium/comments.php on line 36

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *